SESJA ŚLUBNA – VERDENS ENDE – na “KOŃCU ŚWIATA”

Trzecia przygoda z Anią i Robertem, w tym przypadku sesja ślubna – VERDENS ENDE, czyli na “Końcu Świata”. Mieści się tam replika starodawnej latarni, na południowym krańcu wyspy Tjøme położonej w okręgu Vestfold około 26 kilometrów na południe od Tønsbergu, najstarszego miasta w Norwegii. Można tam podziwiać panoramę cieśniny Skagerrak z licznymi wysepkami wynurzającymi się z morza, a przy kolorach zachodzącego słońca, uwiecznić ulotne chwile towarzyszące podczas spaceru zakochanych.

SESJA ŚLUBNA W NORWEGII

Dlaczego lubię określać swoją pracę mianem przygody?…ponieważ każdy reportaż fotograficzny, czy też sesja ślubna, którą wykonałem jest indywidualna, wyjątkowa. Staram się, aby “przestrzeń” po której będziemy się poruszać, było jak najbardziej związane z Wami. Gdzie ja, swoją osobą, pierwszy raz pójdę w ślady Waszych spacerów, czy też do magicznych miejsc, do których zabraliście swoje drugie połówki. Wszystko po to, aby ujęcia ze wspólnej przygody, które otrzymacie, były jak najbardziej sentymentalne dla Was. Tak było w przypadku sesji narzeczeńskiej o zachodzie słońca. Czy też w poniższej sesji ślubnej.

VERDENS ENDE – “…kocham Cię”

Verdens Ende, bo właśnie w tym miejscu, podczas pierwszych spacerów, Robert wyznał Ani miłość i zrobił to z przytupem…napisał list, który w skrócie mówi do Ani “kocham Cię”. Podczas sesji ślubnej, po kilku latach Ania z plecaka wyciągnęła właśnie ten list. Postanowiła nadać jeszcze większe uczucie ulotnej chwili i przeczytać go. Aby móc przypomnieć sobie i “już” mężowi, jak w miejscu zwanym “końcem świata” rozpoczęli wspólną przygodę.

 

 

 

 

 

Ostatnia, czyli czwarta przygoda z Anią i Robertem, odbyła się w bardzo intymnym miejscu, a dokładnie sesją w łóżku. Pokażę Wam historię, w której postanowiłem powiązać klasykę zdjęć, czyli ujęcia zapisane na negatywie z dodatkiem….no właśnie, reszty dowiecie się z kolejnego wpisu.

 

sesja w łóżku