W Gdańsku latem trudno znaleźć plażę, gdzie widok zachodzącego słońca na tle morza zapiera dech w piersiach, a do tego bez turystów. Takie miejsce zna zaledwie garstka osób, a gdzie – to mam nadzieję, że sami wywnioskujecie z poniższego reportażu.

… właśnie tam zabrałem Beatę i Pawła. „Fala” porozumienia, którą odnaleźliśmy w dniu ślubu już na samym starcie, sprawiła, że chciałem pokazać im to tajemnicze miejsce. Wiedziałem od razu, że uczucie tych dwoje zakochanych znajdzie tam swoje odbicie. Tak jak TA plaża istnieje bez „ludzkości”, tak ich miłość nie potrzebuje świata, aby rozkwitać. Dowodem tego są poniższe ujęcia, które pokazują jak maksymalnie można wykorzystać zalety plaży o tzw. „złotej godzinie” zachodzącego słońca.

Ojjjj, jak uwielbiam takie spacery!!!